Aktorzy: Artur Barciś i Cezary Żak oraz dyrektor artystyczny Jesiennego Festiwalu Teatralnego Janusz Michalik Wojciech WaliszewskiPo roku przerwy po raz 25. Wystartował Jesienny Festiwal Teatralny, tym razem w Starym Sączu, a otworzył go uwielbiany duet aktorów komediowych: Artur Barciś i Cezary Żak w sztuce Teatru Gudejko pt. „Dziwna para”. Wypełniony po brzegi starosądecki Sokół przez dwie godziny wybuchał co chwilę gromkim śmiechem. Tego dnia odbyło się również spotkanie z aktorami i wernisaż wystawy zdjęć Jerzego Cebuli i Andrzeja Ramsa „Teatr [Wasz] widzę ogromny…”FLESZ - Jedna ładowarka do tabletów i smartfonów? Gra aktorska okazała się doskonała, a sztuka toczyła się w ekspresowym tempie. Dobrze znany publiczności Cezary Żak (tym razem jako dziennikarz sportowy, świeżo rozwiedziony kochający uroki życia, zadłużony alimenciarz i niepoprawny bałaganiarz w jednej osobie) wniósł na scenę niesamowicie pozytywną energię i dużo radości. Od razu nawiązał dobry kontakt z publicznością. Już pierwsze spotkanie przy kartach w jego mieszkaniu zagwarantowało mieszankę humorystycznych interakcji: funkcjonariusz policji Murray (Piotr Skarga), namiętny palacz papierosów i lubiący mieć pod kontrolą wszystko dookoła Speed (Witold Wieliński), podporządkowany żonie, mający idealnie zaplanowane życie Vinnie (Wojciech Wysocki – którego rola zasługuje na oddzielne uznanie) oraz domator, czyścioch i zawzięty hipochondryk Feliks Ungar (Artur Barciś). Ten ostatni nadał całości autentyczną oprawę, tworząc z Cezarym Żakiem mistrzowski duet – nazywany nie bez kozery rodzimą wersją Flipa i Flapa. Artur Barciś wykreował postać, która na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie miłej i opanowanej, a przy bliższym poznaniu okazała się być trudnym to zaakceptowania tyranem. Często emocje lawirowały pomiędzy wybuchami radości, a szczerym współczuciem, bo przecież „każdy jest jaki jest”, a „małżeństwa przychodzą i odchodzą, a gra toczy się dalej”. Nie sposób pominąć roli Katarzyny Żak i Violi Arlak z przezabawnymi minami i kobiecymi chichotami. – Znakomite, mocne rozpoczęcie Jesiennego Festiwalu Teatralnego w nowym miejscu czyli w Starym Sączu. „Dziwna para” to interesująca sztuka z morałem i jednocześnie z pokaźną dozą humoru, która nic nie straciła ze swej autentyczności od czasu premiery, 12 lat temu, właśnie podczas Jesiennego Festiwalu Teatralnego. Widziałem, że cała sala znakomicie się bawiła. Zapraszam na kolejne przedstawienia do Starego Sącza, naszej regionalnej perły, miasteczka z klimatem. Podczas kolejnych czterech tygodni na pewno każdy znajdzie coś dla siebie – podsumowuje pierwszy festiwalowy dzień Janusz Michalik – dyrektor artystyczny Festiwalu. Również we wtorek, pomiędzy pierwszym i drugim spektaklem „Dziwnej pary” w starosądeckim Sokole odbył się wernisaż wystawy fotografii Jerzego Cebuli oraz Andrzeja Ramsa ukazujący piękno gry aktorskiej uchwyconej podczas spektakli wcześniejszych edycji Jesiennego Festiwalu Teatralnego. Wystawę otworzył burmistrz Starego Sącza Jacek Lelek oraz Wojciech Knapik – dyrektor Centrum Kultury i Sztuki im. Ady Sari. Sezon na grzyby trwa. Pani Marta z Muszyny pokazała swoje zbiory Pięciogwiazdkowy hotel w słynnym uzdrowisku będzie gotowy w przyszłym roku!Sławy w Nowym Sączu. Był Jarosław Kaczyński, teraz pojawił się Jaś Fasola z misiemOdpust w sądeckiej bazylice znów przyciągnął tłumy wiernychGmach Instytutu Ekonomicznego powstaje w ekspresowym tempie. Zobaczcie sami Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Całkiem nowe lata miodowe – Szambella - Tadzio stwierdził, że pomysły biznesowe Karola zawsze prowadzą do katastrofy. Postanawia trzymać się swojej szambiarki. Tymczasem dziewczyny w drodze z zakupów wpadają na pomysł spreparowania metek i doszycia ich do ubrań szytych na maszynie. Mają nadzieje, że ubranka z firmową metką W poniedziałek 13 maja w Miejskim Ośrodku Kultury “Centrum” w Zawierciu odbędzie się spektakl teatralny “Dziwna para”, w którym wystąpią Cezary Żak i Artur Barciś. – Legendarny hit Broadwayu autorstwa najczęściej wystawianego komediopisarza amerykańskiego na świecie. Neil Simon jako jedyny żyjący pisarz ma na Broadwayu teatr swego imienia. Niemal wszystkie jego sztuki zostały przeniesione na ekran i również w kinie cieszą się ogromnym powodzeniem. W ekranizacji „Dziwnej pary” wystąpili Jack Lemmon i Walter Mathau. Zobaczą Państwo naszych rodzimych, wspaniałych aktorów komediowych. Tytułowa dziwna para spotyka się na cotygodniowych partiach pokera: Oskar (Żak), dziennikarz sportowy, to świeżo rozwiedziony, kochający uroki życia niepoprawny bałaganiarz. Feliks (Barciś) jest pedantycznym domatorem, hipochondrykiem i histerykiem. Kiedy małżeństwo Feliksa również się rozpada, Oskar w trosce o jego los proponuje, żeby się do niego wprowadził. Zderzenie dwóch krańcowo odmiennych charakterów jest zabawne, dowcipne i ciepłe. Zdaniem Edwarda „Dudka” Dziewońskiego, jednego z naszych najznakomitszych artystów kabaretowych i znawcy lekkiego repertuaru: „Neil Simon wie o komedii wszystko!” – czytamy w opisie spektaklu na stronie MOK-u. W spektaklu wystąpią: Artur Barciś, Cezary Żak, Violetta Arlak, Piotr Skarga, Witold Wieliński, Wojciech Wysocki/Jerzy Gudejko, Katarzyna Żak. Więcej informacji na stronie MOK-u: Otagowano:Artur BarciśCezary ŻakMiejski Ośrodek KulturyMOKSŁONECZNI CHŁOPCY - OCH TEATR Z WARSZAWYTo historia dwóch zapomnianych aktorów, którzy swoimi skeczami przez lata rozbawiali publiczność całego kraju, skupiając przed telewizyjnymi ekranami całe rodziny. Postrzegani jako nierozłączny duet, w rzeczywistości nie mogą znieść swojego towarzystwa. Od lat pozostają skłóceni, nie utrzymując kontaktu. Pewnego dnia otrzymują intratną propozycję powrotu do studia telewizyjnego ze swoim legendarnym popisowym numerem. Ostatni raz wystąpić razem. Czy wygrają wzajemne animozje czy potrzeba bycia w centrum uwagi? A może jednak nie mogą bez siebie żyć? Obsada:Artur BarciśCezary Żak. Martyna Krzysztofik. Fabian Kocięcki. Marcin Hycnar Reżyseria: Marcin Hycnar. Przekład: Bartosz Wierzbięta. Scenografia: Wojciech Stefaniak. Kostiumy: Martyna Kander. Reżyseria światła: Karolina Gębska. Muzyka: Mateusz Dębski Kup.
Cezary Żak i Artur Barciś po 18 latach od zakończenia zdjęć do serialu "Miodowe lata" udzieli wspólnego wywiadu na temat produkcji. Na antenie opowiedzieli o tworzeniu kultowego serialu Artur Barciś był pod koniec lat 90. rozpoznawalnym aktorem, dlatego otrzymał rolę w serialu. Cezary Żak musiał brać udział w długich castingach: "Artur miał przegląd grubych aktorów" - wspominał Jeszcze przed rozpoczęciem pracy przy serialu Artur Barciś otrzymał kasetę z amerykański pierwowzorem oryginału. Po obejrzeniu "The Honeymooners" nie chciał brać udziału w produkcji. "To było okropne. Tam aktorzy nie grali, tylko się wygłupiali" - mówił "Miodowe lata" były nagrywane w Teatrze Żydowskim w Warszawie z udziałem publiczności. Spektakle pokochali widzowie, którzy mogli wejść do teatru tylko na zaproszenie. "Miałem nawet telefony, czy ja mógłbym jakoś załatwić wejście i wpuścić" - wspominał Cezary Żak Aktorzy zgodnie stwierdzili, że niekiedy trzeba było wypraszać publiczność, aby zagrać scenę: "W większości sitcomów jest tak, że publiczności się pokazuje, kiedy mają się śmiać. U nas było odwrotnie" - mówili Premierowe przedstawienia odbywały się w poniedziałkowe wieczory. Cezary Żak przyznał, że po pewnym czasie pokochali te występy: "Ten poniedziałek był naprawdę rytualny" - powiedział Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej "Miodowe lata" były emitowane na antenie Polsatu od 13 października 1998 r. do 20 grudnia 2003 r. Format powstał na podstawie amerykańskiego oryginału zatytułowanym "The Honeymooners" i "Jackie Gleason Show". Format został przygotowany na eksport po międzynarodowym sukcesie serialu "Flintstonowie". Cezary Żak i Artur Barciś gościli w audycji Kamila Bałuka "Dawno temu w telewizji". Prowadzący zapytał, jak to się stało, że aktorzy trafili na plan produkcji. "Trzeba zaznaczyć, że ja uczestniczyłem w castingach, Artur jako wielka gwiazda filmu polskiego już nie musiał uczestniczyć wtedy. Uczestniczyłem w długich castingach naprawdę. Artur miał przegląd grubych aktorów. Maciej Strzembosz (producent serialu - przyp. red.) przyszedł do Teatru Polskiego, w którym byłem wtedy na etacie i powiedział właśnie, że wygrałem. Byłem świeżo po przyjęciu na etat w teatrze i powiedziałem, że odmawiam. Bardzo mu zależało, więc powiedział: dobra to ty będziesz miał próby w Teatrze Powszechnym od 10 do 14, na 15 będziecie przyjeżdżali na próby do Teatru Żydowskiego, a potem będziesz wracał wieczorem na przedstawienie do Teatru Powszechnego. Na to się zgodziłem" - mówił Cezary Żak w Serialowy partner aktora powiedział, że postawił podobne warunki produkcji. "Zgodziłem się grać w serialu pod warunkiem, że nie będę musiał odchodzić z Teatru Ateneum i że próby mogą odbywać się między 14 a 18, a nagrania w poniedziałki. Poniedziałki mamy wolne" - powiedział Artur Barciś. Aktor, który wcielał się w Tadeusza Norka, przyznał, że otrzymał kasetę z amerykańskim pierwowzorem serialu. Po obejrzeniu "The Honeymooners" nie chciał brać udziału w produkcji. "To było okropne. Tam aktorzy nie grali, tylko się wygłupiali. Ja wychowany na komedii, która jest serio i poważna, powiedziałem, że nie chcę" - stwierdził. Cezary Żak i Artur Barciś o fenomenie "Miodowych lat" Panowie zostali zapytani, czy znali się przed udziałem w serialu. Artur Barciś powiedział, że mieli okazję wcześniej się poznać na planie filmu Kazimierze Kuca "Pułkownik Kwiatkowski". Cezary Żak mówił, że nie specjalnie pamiętał ich pierwsze spotkanie. Jednak Artur Barciś wykazał się znacznie lepszą pamięcią i wspominał, że później gościł na spektaklu w Teatrze Powszechnym, gdzie widział aktora na scenie. Aktor nie omieszkał skomentować ówczesnej wagi: Artur Barciś dodał: Aktorzy zauważyli, że scenarzyści "Miodowych lat" wykonywali świetną pracę. Serial był nagrywany z udziałem publiczności, a gwiazdy musiały nauczyć się tekstów na pamięć. Scena była obrotowa, aby zmieściły się trzy dekoracje. Publiczność dwa razy pojawiała się na sali, ponieważ dwukrotnie był nagrywany odcinek. Trzeci występ był wyłącznie dla kamer, aby aktorzy mogli zauważyć, gdzie się pomylili. Spektakle pokochali widzowie, którzy mogli wejść do teatru tylko na zaproszenie. "Publiczność odchodziła od wejścia Teatru Żydowskiego, bo już tak szturmowano te drzwi, żeby być na tych przedstawieniach. To się rozniosło po Polsce, że można przyjść i uczestniczyć w prawdziwym nagraniu. Miałem nawet telefony, czy ja mógłbym jakoś załatwić wejście i wpuścić" - wspominał Cezary Żak "Miodowe lata" - kadr z serialu Serialowy Karol Krawczyk mówił, że pierwszy odcinek był dla nich bardzo trudny. Początkowo nie rozumiano humoru ze sceny. "Pamiętam, że to był odcinek, który się nazywał »Żywe zwłoki«. Przyjechali z Polsatu jacyś bonzowie i jakaś grupka ludzi. Myśmy to niemalże przy ciszy na widowni, co nas załamało. Maciej Strzembosz zawiózł tę kasetę do Polsatu i oni załamywali ręce, że to nieśmieszne" - mówił. Na kolejnym nagraniu pojawiła się inna publiczność, która oszalała na punkcie przedstawienia. Osoby w telewizji otrzymując informacje o reakcji widowni, uspokoili się. Artur Barciś mówił, że jeden z odcinków oglądało 11 mln ludzi, a standardowo "Miodowe lata" przyciągały ok. 8 mln widzów. Cezary Żak mówił, że czasem trzeba było... uciszać publiczność! "W większości sitcomów jest tak, że publiczności się pokazuje, kiedy mają się śmiać. U nas było odwrotnie. Była taka tabliczka, żeby ciszej reagować, przede wszystkim nie bić braw w trakcie. Uciszaliśmy publiczność" - wspominał aktor. Krążą legendy o tym, że Artur Barciś w pewnych momentach nie mógł przestać się śmiać na scenie, dlatego trzeba było wypraszać publiczność z teatru, aby móc zagrać scenę. "Nie tylko, że ja się śmiałem, bo się wszyscy śmiali. Pamiętam ten odcinek, to był odcinek świąteczny, gdzie niby wyjechaliśmy na święta na Cypr. (...) Koniec odcinka polegał na tym, że my Wigilię spędzaliśmy nad niby karpiem, ale karpia nie było, więc dali nam ośmiornice. Rekwizytor kupił prawdziwą ośmiornicę, która przez cały dzień się rozmroziła i po prostu tak waliło. My mieliśmy śpiewać nad nią »Lulajże Jezuniu« i się tak gotowaliśmy, że to było nie do wytrzymania" - opowiadał. "Musieliśmy śpiewać w czwórkę. Mi już krew leciała, bo zacisnąłem wargi, żeby się nie śmiać, to się Chotecka zaczęła śmiać. Jak się Chotecka uspokoiła, to Czarek i tak godzinę próbowaliśmy nagrać tę samą końcówkę sceny" - mówił Artur Barciś. Polecamy: Cezary Żak odtworzył kultową kolędę z "Miodowych lat". Jedna ze zwrotek nie pojawiła się w serialu Cezary Żak wspomniał o jeszcze jednym odcinku, z którym mieli ogromny problem. Bohaterowie w "Smaku wolności" musieli zagrać długą scenę, gdy jechali w pociągu spięci kajdankami. Artur Barciś nie wyobrażał sobie zagrania tego odcinka. "Pamiętam, że jak przeczytałem ten odcinek i sobie wyobraziłem, jak będziemy to grali, bo już znaliśmy się dobrze, to się tak śmiałem... Zadzwoniłem do Czarka i mówię: »Czytałeś?«, »Czytałem«, »Zagramy?«, »W życiu«" - wspominał. Mimo wszystko odcinek udało się zagrać. Ku zdziwieniu aktorów, na premierze nie się śmiali. Foto: Materiały prasowe "Miodowe lata" - kadr z serialu Cezary Żak i Artur Barciś przyznali, że poniedziałkowe nagrania, to było dla nich święto. Dodatkowo bardzo polubili Karola i Tadeusza. Cezary Żak mówił, że gdy rano ekipa przybywała do Teatru Żydowskiego, to głównie grali dla operatorów kamer. Dzięki ich reakcjom mogli ocenić, jaki będzie odcinek. "Po tych reakcjach wiedzieliśmy, czy odcinek będzie dobry, czy bardzo dobry. Jak kamerzyści za kamerami upadali ze śmiechu, to wiedzieliśmy, że to będzie dobry odcinek" - mówił. Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: plejada@ Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z życiem gwiazd, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Cezary Żak i Artur Barciś Cechą charakterystyczną dla polskiej sceny stand-upowej jest różnorodność stylów i tematów poruszanych przez komików. Występy mogą dotyczyć zarówno7) Tytuł oryginalny: Ranczo.PL, 2012.Reżyseria: Wojciech Adamczyk.Występują: Ilona Ostrowska, Cezary Żak, Paweł Królikowski, Magdalena Kuta, Violetta Arlak, Bogdan Kalus.Wobec klęski poniesionej z powodu zatrudnienia ławeczki jako ochrony na weselu, Więcławska i Hadziukowa chcą skaperować Staśka do roli ochroniarza.Dodaj do ulubionych Ulubione Cezary Żak i Artur Barciś w legendarnym hicie Broadwayu. „Dziwna para” w wykonaniu polskich aktorów bawi do łez. Dwóch kumpli w kwiecie wieku. Oskar (Cezary Żak) to dziennikarz sportowy, bałaganiarz i hedonista. Namiętność do tak zwanych uroków życia doprowadziła go do rozwodu. Dzięki rozstaniu zyskuje jeszcze więcej czasu na swoją pasję, czyli cotygodniowe partie pokera z przyjaciółmi. Feliks (Artur Barciś) jest zupełnym przeciwieństwem swojego przyjaciela – pedantyczny domator, hipochondryk i histeryk. Kiedy jego małżeństwo także się rozpada, Oskar proponuje mu wspólne mieszkanie. Zderzenie dwóch krańcowo odmiennych charakterów jest dowcipne i ciepłe. Uwielbiany przez publiczność duet aktorski gwarantuje udaną zabawę. Obsada: Artur Barciś Cezary Żak Viola Arlak Piotr Skarga Witold Wieliński Wojciech Wysocki Agnieszka Michalska/Katarzyna Żak Czas trwania: 2 godziny z przerwą CZYTAJ WIĘCEJ CZYTAJ WIĘCEJ W sprzedaży (0) Wyprzedane (0) Polecane z kategorii spektakl
Dziwna para. To legendarny hit Broadway’u, a jego autor jest jedynym żyjącym pisarzem, który ma na Broadway’u teatr swego imienia. Jest także najczęściej grywanym komediopisarzem amerykańskim na świecie, przy czym niemal wszystkie jego sztuki zostały przeniesione na ekran również w kinie cieszą się zawrotnym powodzeniem.
Teatr jest najtrudniejszą ze sztuk. Kosztuje mnie coraz więcej emocji, nerwów, właściwie wszystkiego - mówi PAP Cezary Żak, który w tym roku obchodzi jubileusz 60-lecia. Wspominając swoją aktorską karierę, przyznaje też, że aby rozwijać się zawodowo, musiał zmieniać Agencja Prasowa: Obchodzi pan w tym roku jubileusz 60-lecia. Zagrał pan już ponad 50 ról na czołowych polskich scenach, w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu, w stołecznym Teatrze Powszechnym i Teatrze im. Norwida w Jeleniej Górze. Jeśli dobrze sprawdziłem pański debiut, to była to rola działacza społecznego w "Pannie Tutli-Putli" Witkacego w reż. Grzegorza Warchoła we wrocławskim Współczesnym w 1986 r. Bardzo szybko zaczął pan grać główne role w ważnych przedstawieniach, bo już np. w 1991 r. widzowie mogli Cezarego Żaka obejrzeć jako Pijaka, Dostojnika i Zbira w "Ślubie" Gombrowicza, jako Mieczysława Walpurga w "Wariacie i zakonnicy" Witkacego i jako Edka w "Tangu" Mrożka. Inni aktorzy musieli zazdrościć. Jak pan te początki wspomina? Cezary Żak: Wspominam je, rzecz jasna, z rozrzewnieniem, bo to były moje początki w zawodzie. Chociaż muszę powiedzieć, że pierwszy sezon 1985/86 w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu był dla mnie całkowitym rozczarowaniem. Wyszedłem ze szkoły teatralnej we Wrocławiu z łatką aktora charakterystycznego, który miał dużo grać, zwłaszcza trudne, charakterystyczne role, skomplikowane postacie. A w pierwszym sezonie zagrałem tak naprawdę w jednej bajce. Dlatego na cztery lata pożegnałem się z teatrem etatowym. Do Teatru Współczesnego im. Wiercińskiego we Wrocławiu wróciłem w 1990 r. - już za innej dyrekcji. Zacząłem wtedy bardzo dużo grać. To prawda, zagrałem te wymienione tu role i sprawiły mi one wielką frajdę. I znów, po kolejnych pięciu latach, poczułem, iż, aby się rozwinąć w tym zawodzie, trzeba zmienić miasto. Trzeba pamiętać, że to była połowa lat dziewięćdziesiątych i to nie był ten Wrocław, który dzisiaj wszyscy znamy. Tam właściwie aktorsko się nic nie robiło poza teatrem... Zagrałem jedną małą rólkę w Teatrze Telewizji w ośrodku wrocławskim. I koniec. PAP: W 1994 r. zagrał pan Strażnika w spektaklu telewizyjnym "Roberto Zucco" Bernarda-Marie Koltèsa w reż. Macieja Dejczera. Właśnie. Co prawda, wówczas dojeżdżałem na plan filmowy do Warszawy, gdzie grałem także epizody. Poniedziałki aktorzy mieli wolne - toteż wsiadało się w pociąg o godz. 4 rano i przyjeżdżało się, żeby zagrać jedną lub dwie scenki. I tyle. Potem wracałem do Wrocławia. W 1995 r. zmieniła się po raz kolejny dyrekcja Teatru Współczesnego i to był dla mnie wyraźny sygnał, by stamtąd uciekać. PAP: Przeniósł się pan do teatru w Jeleniej Górze? Właściwie miałem już pomysł na Warszawę. Angaż na sezon 1995/96 do Jeleniej Góry był takim pretekstem, żeby opuścić wrocławski teatr, bo przez pierwszy sezon nie miałem w Warszawie etatu. W jeleniogórskim Teatrze im. Norwida grałem mój monodram - "Kontrabasistę" wg Patricka Süskinda. PAP: Za ten monodram dostał pan w 1994 r. na 28. Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Jednego Aktora w Toruniu Nagrodę Prezydenta Miasta i wyróżnienie. Jakkolwiek by było, to był "Kontrabasista" - nie byle co. Rywalizował pan ze słynnym monodramem Jerzego Stuhra? Musiałem być wtedy bardzo bezczelny, że się zdecydowałem to zagrać. Tym bardziej że obejrzałem „Kontrabasistę" w wykonaniu pana Jerzego Stuhra i się zachwyciłem. Stwierdziłem jednak, że muszę także zrobić "Kontrabasistę", bo to wprost genialny tekst i że można go zrealizować inaczej, akcentując co innego. Reżyserem był młody wówczas Andrzej Bubień, który przyjechał do Wrocławia prosto po studiach reżyserskich w Moskwie. I on jeszcze mnie zachęcił do tego, żeby to zrobić inaczej; żeby to zagrał ktoś młodszy. Przygotowałem ten monodram i chyba się udało. Zgarnąłem kilka nagród i trochę pojeździłem z nim po Polsce. Grywałem go też najpierw w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu, a potem w Jeleniej Górze. Po przenosinach do Warszawy prezentowałem "Kontrabasistę" w Teatrze Staromiejskim przy ul. Jezuickiej. PAP: Od 1997 do 2006 r. był pan etatowym aktorem stołecznego Teatru Powszechnego im. Hübnera. Wymienię tylko niektórych autorów, w których sztukach pan wystąpił. Byli to: Fredro, Bałucki, Różewicz, Witkacy, Pilch, ale i Dostojewski, Czechow i Gorki. No i Szekspir, czyli sir John Falstaff w "Wesołych kumoszkach z Windsoru" w reżyserii Piotra Cieplaka, u którego we Wrocławiu zagrał pan w "Historyi o chwalebnym Zmartwychwstaniu" Mikołaja z Wilkowiecka. Które z tych przedstawień pamięta pan najlepiej, może to któryś autor zapadł panu w pamięć? A może wyróżnia pan jakiś okres swojej twórczości? Jednego autora nie wyróżnię. Natomiast okres bytności w Teatrze Powszechnym był dla mnie niezwykle rozwijający. Miły towarzysko i artystycznie. Tam właśnie spotkałem wiele ważnych dla mnie osób, wielu największych polskich aktorów. Z którymi zresztą mam kontakt do dzisiaj, a z Krystyną Jandą bardzo się przyjaźnię. Rzeczywiście, dużo wtedy grywałem w Powszechnym i to dość ważnych dla mnie ról. To po prostu był bardzo dobry czas artystycznie. Później, gdy odszedłem z etatu w tym teatrze w 2006 r., przygarnęła mnie do siebie Krystyna Janda. Zaczął się zupełnie nowy mój żywot. W międzyczasie, oczywiście, odczuwałem już na sobie popularność serialu "Ranczo" i innych filmów. Ale teatralnie do dziś szczęśliwy jestem, że trafiłem do Teatru Polonia i Och-Teatru. Bo to są sceny prowadzone w taki sposób, że ja sam chcę chodzić na takie przedstawienia. Janda uprawia taki repertuar, jaki sam lubię oglądać. Na pewno te teatry będą moją przystanią już do końca życia. PAP: Może pana zaskoczę, ale najlepiej pamiętam i cenię pańską rolę kapitalisty Wistowskiego w "Grubych rybach" Michała Bałuckiego w reż. Krystyny Jandy. Precyzyjny, aktorsko wysmakowany spektakl Teatru Polonia z 2008 r. Partnerował panu wtedy Artur Barciś jako radca sądu Pagatowicz. To była, jak to Krystyna Janda nazywała, "czekoladka". Komedia Bałuckiego, tzw. mała klasyka, bardzo miła dla publiczności. Taki niemal XIX-wieczny teatr, bombonierkowy. Bardzo lubiliśmy to grać. Ale też towarzystwo na scenie było niebywałe, bo i nieżyjąca już Wiesława Mazurkiewicz, z którą się znałem jeszcze z Powszechnego, no i pan Ignacy Gogolewski, z którym się wprost fantastycznie grało. Tak, to jest właśnie taki teatr, który od czasu do czasu dyrektor Janda proponuje na swoich scenach. Potem był "Pan Jowialski" i "Zemsta" Aleksandra Fredry, którą dotąd gramy. To są takie propozycje repertuarowe, które bardzo mnie zachęcają. PAP: Jeśli dobrze sprawdziłem - w 2012 r. zaczął pan reżyserować. Zaczęło się od wystawienia "Trzeba zabić starszą panią" Grahama Linehana w Och-Teatrze. A w potem były "Złodziej" Erica Chappella wyprodukowany przez prywatnego producenta, Agencję "Certus" z Częstochowy, i "Truciciel" tego samego autora w Och-Teatrze. Agencja z Częstochowy wyprodukowała też pańskie spektakle "Serca na odwyku" Murray Schisgal i ostatnio "Kolację dla głupca" Francisa Vebera. Jakie to doświadczenie i skąd wziął się pomysł reżyserowania? To było tak, że graliśmy z Krystyną Jandą małżeństwo w przedstawieniu "Weekend z R." Robina Hawdona w Och-Teatrze, i jest taka jedna scena, że my wychodzimy za kulisy i tam spędzamy te 10 czy 15 minut, czekając na następne wejście. I zdarzyło się, że podczas jednego ze spektakli Krystyna powiedziała: "wiesz, ja znalazłam taką sztukę +Trzeba zabić starszą panią+ i chciałabym, żebyś ty to wyreżyserował". Dla mnie to był szok, bo szczerze powiem, iż nigdy nie myślałem o reżyserii. Nie sądziłem, że stanę po drugiej stronie rampy. Na początku trochę się żachnąłem, ale później pomyślałem sobie, że to jednak jest jakaś szansa życiowa, dar od losu; że może warto spróbować. Tym bardziej że ona powiedziała, iż ja po 35 latach uprawiania zawodu - będę umiał pracować z aktorami. I tak oto zacząłem. Pojawiały się te wszystkie próby z Basią Krafftówną i Wojtkiem Pokorą. Na początku bałem się do nich odzywać, bo to przecież legendy aktorskie. Pamiętałem je od najwcześniejszego dzieciństwa. Potem oni zrobili zebranie ze mną i powiedzieli: "słuchaj, nie traktuj nas pomnikowo. My jeszcze żyjemy, jesteśmy normalnymi aktorami. Potrzebujemy reżysera i uwag". No i wtedy ośmieliłem się, zaczęliśmy pracować pełną parą. To przedstawienie było rozchwytywane. Zagraliśmy je, już nie pamiętam, ale około dwustu razy. Wyjaśnię, że komedia kryminalna i kryminał to są w ogóle gatunki, które mnie bardzo interesują. Szukam takich tekstów, a wcale nie ma ich dużo. Bardzo bym chciał wystawiać w teatrze właśnie takie rzeczy. Ostatnią moją premierą w 2021 r. Och-Teatrze była "Dziewczyna z pociągu". To już czysty kryminał. Świetna adaptacja zrobiona przez Anglików Rachel Wagstaff i Duncana Abela, którą teatr zakupił. I przyznam, że mam wielką satysfakcję z tego spektaklu. PAP: Umówiliśmy się, że wywiad dotyczyć będzie tylko kariery teatralnej. Pana dorobek artystyczny jest znaczący i obszerny, ale nie zdołamy porozmawiać o wszystkich rolach w filmie, kinie, serialach, za które zdobywał pan liczne nagrody. Może warto przypomnieć, że zagrał pan w dwunastu przedstawieniach Teatru Telewizji, a w 2009 r. podczas IX Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Telewizji "Dwa Teatry" w Sopocie otrzymał wyróżnienie za rolę podpułkownika Trochimowicza w "Tajnym współpracowniku" Cezarego Harasimowicza w reż. Krzysztofa Langa. Przy okazji pańskiego jubileuszu i premiery "Słonecznych chłopców" Neila Simona w Och-Teatrze (reż. Marcin Hycnar) nie mogę jednak nie zapytać o tak cenione przez krytyków kreacje proboszcza Piotra Kozła i wójta Pawła Kozła w serialu "Ranczo". To czyste aktorstwo charakterystyczne. Jak pan osiągnął taką wiarygodność? Często powtarzałem w wywiadach, że największą zasługą w pracy przy tym serialu był ten genialny scenariusz, który od początku Andrzej Grembowicz z Jurkiem Niemczukiem pisali. My, aktorzy, gdy dostajemy taką partyturę do grania - to aż nam się wszystko pali w rękach, żeby to zagrać. Historia była taka, że na początku miałem zagrać tylko księdza. Wcale nie było takiego pomysłu, bym grał bliźniaków. To później pojawiła się koncepcja, że mam zagrać braci bliźniaków mieszkających w jednej wsi. Przyznam, że od początku i tak byłem szczęśliwy, iż zagram charakterystyczną rolę w "Ranczu" po "Miodowych latach" - sitcomie, który wywindował moją popularność w kosmos. Potem, gdy dowiedziałem się, że mam zagrać dwie postaci - zacząłem mocno kombinować, jak zagrać ich różnie. Począłem myśleć nad tymi rolami, zacząłem obserwować prawdziwych księży. Bo właśnie na tym, na obserwacji świata dookoła, buduję swoje postaci. Podpatrywałem księży, jak się zachowują, jak mówią, co akcentują, co jest dla nich ważne. Jak chodzą ubrani itd. Z kolei pomysł na wójta zrodziła pamięć. To był mój stryj z dzieciństwa, którego pamiętam, który był sołtysem we wsi pod Brzegiem Dolnym, w którym się urodziłem. Wprawdzie ten mój stryj nie był na bakier z prawem, jak wójt Paweł Kozioł, ale miał podobny światopogląd. Wiedziałem, że tak go trzeba zagrać. Bardzo chciałem, żeby oni się różnili, i chyba wygrałem to swoim uporem. Pamiętam, że na początku reżyser "Rancza" Wojtek Adamczyk mówił: "ale jak to - przecież to są bracia jednojajowi, powinni być tacy sami". A ja się bardzo upierałem, że muszą się różnić, bo wiedziałem, że to i dla mnie będzie ciekawsze do grania, i dla publiczności do oglądania. PAP: We wrześniu w jednym z programów ogłosił pan, że czas niedługo udać się na emeryturę aktorską. Nie będzie panu żal? Absolutnie nie! Ja poświęciłem naprawdę mnóstwo życia i energii zawodowi. A przecież mam jeszcze taki wstępny plan, by występować w teatrach Krystyny Jandy przez dziesięć lat. Nikt nie wie, jak to wszystko będzie wyglądało za te dziesięć lat - a wtedy będę ponad 47 lat na scenie... To jest bardzo dużo. Jak ktoś chociaż trochę zna nasz zawód - to wie, że dłużej się nie da. Można, ale ja nie chcę. Marzy mi się, żeby pobyć trochę normalnym emerytem. Chcę trochę zakosztować świata poza teatrem. Teatr jest najtrudniejszą ze sztuk. Teatr mnie coraz więcej kosztuje - emocji, nerwów, właściwie wszystkiego. Ciągle mam poczucie, że z każdą premierą, z każdym przedstawieniem zdaję egzamin. Przychodzę jak uczeń, a na widowni siedzi komisja i mnie ocenia. Uważam, że to nie jest na dłuższą metę zdrowe. Ale nie wiem, jak będzie. W każdym razie taki mam plan na dzisiaj. (PAP) Rozmawiał Grzegorz Janikowski mmi/ Elżbieta Gruca - polska aktorka. W serialu Ranczo wystąpiła gościnnie w V serii jako Więckowa. 2011 Daleko od noszy 2011 Ranczo 2011 - 2012 Galeria 2011 Z miłości 2010 Ciacho 2010 Licencja na wychowanie To komedia najwyższej próby, w której bohaterowie ukazani są w swoich małostkach, złościach czy nieporadnościach z czułością i poczuciem humoru. Tekst autorstwa Neila Simona, który napisał „Słonecznych chłopców” u szczytu swojej dramatopisarskiej kariery, doczekał się wielu realizacji teatralnych, telewizyjnych i filmowych, w tym wielokrotnie nagradzanej z udziałem Woody’ego Allena i Petera Falka z 1996 roku. W inscenizacji na deskach warszawskiego Och-Teatru w rolach głównych występują Artur Barciś i Cezary Żak, dla których jest to spektakl jubileuszowy – pierwszy z nich w 2021 roku obchodzi swoje 60. urodziny, a drugi – 65. urodziny. Na scenie towarzyszą im Martyna Krzysztofik i Fabian Kocięcki, a całość reżyseruje Marcin Hycnar. To historia dwóch zapomnianych aktorów, którzy swoimi skeczami przez lata rozbawiali publiczność całego kraju, skupiając przed telewizyjnymi ekranami całe rodziny. Postrzegani jako nierozłączny duet, w rzeczywistości nie mogą znieść swojego towarzystwa. Od lat pozostają skłóceni, nie utrzymując kontaktu. Pewnego dnia otrzymują intratną propozycję powrotu do studia telewizyjnego ze swoim legendarnym popisowym numerem. Ostatni raz wystąpić razem. Czy wygrają wzajemne animozje czy potrzeba bycia w centrum uwagi? A może jednak nie mogą bez siebie żyć? (fot. Robert Jaworski) Twórcy spektaklu Za przekład sztuki odpowiada Bartosz Wierzbięta, za scenografię – Wojciech Stefaniak, za kostiumy – Martyna Kander. Reżyserią światła zajęła się Karolina Gębska, muzyką – Mateusz Dębski. Producentem wykonawczym i asystentem reżysera jest Jan Malawski, a asystentką ds. scenografii i kostiumów – Małgorzata Domańska. Realizacja światła to: Waldemar Zatorski, a realizacja dźwięku – Michał Cacko. W obsadzie znaleźli się: Artur Barciś (Al Lewis), Cezary Żak (Willie Clark), Martyna Krzysztofik (Pielęgniarka) i Fabian Kocięcki (Ben Silverman). W nagraniach głosowych udział wzięli: Marcin Hycnar, Jan Malawski oraz Michał Zieliński. Cezary Żak Artur Barciś Katarzyna Żak Viola Arlak Wojciech Wysocki Piotr Skarga Witold Wieliński "Dziwna para" to legendarny hit Broadway'u, a jego autor jest jedynym żyjącym pisarzem, który ma na Broadway'u teatr swego imienia. Spektakl - Dziwna ParaNajlepszy duet komediowy Artur Barciś & Cezary Żak Kiedy: 2021-06-14, godzina 19:30:00 Gdzie: Mińsk Mazowiecki, Sala Koncertowa Miejskiej Szkoły Artystycznej I stopnia, ul. Jana Pawła II 23 To wydarzenie już się odbyło Sprawdź podobne Znajdź nocleg w pobliżu O wydarzeniuLubiący uroki życia dziennikarz sportowy, racjonalista i bałaganiarz Oskar Madison, korzystał z uciech tak mocno, że musiał rozstać się z żoną. Ma dzięki temu więcej czasu na swoje różnorakie zainteresowania, między innymi na cotygodniowe partie pokera z hit Broadway'u autorstwa najczęściej wystawianego komediopisarza amerykańskiego na świecie. Neil Simon, jako jedyny żyjący pisarz, ma na Broadway'u teatr swego imienia. Niemal wszystkie jego sztuki zostały przeniesione na ekran i również w kinie cieszą się ogromnym powodzeniem. W ekranizacji "Dziwnej pary" wystąpili Jack Lemmon i Walter Państwo naszych rodzimych, wspaniałych aktorów komediowych. Tytułowa dziwna para spotyka się na cotygodniowych partiach pokera: Oskar (Żak), dziennikarz sportowy, to świeżo rozwiedziony kochający uroki życia niepoprawny bałaganiarz. Feliks (Barciś) jest pedantycznym domatorem, hipochondrykiem i histerykiem. Kiedy małżeństwo Feliksa również się rozpada, Oskar w trosce o jego los proponuje, żeby się do niego wprowadził. Zderzenie dwóch krańcowo odmiennych charakterów jest zabawne, dowcipne i ciepłe. Dobrej zabawy!Występują: Artur BarciśCezary ŻakViola ArlakKatarzyna ŻakPiotr SkargaWitold WielińskiWojciech Wysocki Bilety do nabycia na: tej stronie To wydarzenie już się odbyło Sprawdź podobneNa koncercie wystąpią: Artur Barciś, Cezary Żak, Viola Arlak, Piotr Skarga, Witold Wieliński, Wojciech Wysocki, Katarzyna Żak O artyście To legendarny hit Broadway'u, a jego autor jest jedynym żyjącym pisarzem, który ma na Broadway'u teatr swego imienia. W Teatrze Capitol zobaczą Państwo nasz rodzimy, wspaniały duet komediowy - Artura Barcisia i Cezarego Żaka, którzy wydają się tak różni, jak różni są bohaterowie "Dziwnej pary". A są to kochający uroki życia dziennikarz sportowy, racjonalista i niepoprawny bałaganiarz - co w końcu doprowadza do rozstania żoną - imieniem Oskar i jego żywe zaprzeczenie, domator, pedant, hipochondryk i histeryk Feliks, którzy spotykają się na cotygodniowych partiach pokera. Kiedy małżeństwo Feliksa również się rozpada, Oskar w trosce o jego los proponuje mu, żeby się do niego wprowadził. To, co z tego wynika, zderzenie dwóch krańcowo odmiennych charakterów, jest tak zabawne, dowcipne i ciepłe, że skłoniło Dudka Dziewońskiego jednego z naszych najznakomitszych artystów kabaretowych i znawcę lekkiego repertuaru do stwierdzenia: "Neil Simon wie o komedii wszystko!". Bilety do nabycia na: To wydarzenie już się odbyło Sprawdź podobneZnajdź nocleg w pobliżuDziwna Para Cezary Żak i Artur Barciś w legendarnym hicie Broadwayu. „Dziwna para” w wykonaniu polskich aktorów bawi do łez. Dwóch kumpli w kwiecie wieku. Oskar (Cezary Żak) to dziennikarz sportowy, bałaganiarz i hedonista. Namiętność do tak zwanych uroków życia doprowadziła go do rozwodu. Dzięki rozstaniu zyskuje jeszcze więcej czasu na swoją pasję, czyli cotygodniowe partie pokera z przyjaciółmi. Feliks (Artur Barciś) jest zupełnym przeciwieństwem swojego przyjaciela – pedantyczny domator, hipochondryk i histeryk. Kiedy jego małżeństwo także się rozpada, Oskar proponuje mu wspólne mieszkanie. Zderzenie dwóch krańcowo odmiennych charakterów jest dowcipne i ciepłe. Uwielbiany przez publiczność duet aktorski gwarantuje udaną zabawę. Obsada:Artur BarciśCezary ŻakViola ArlakPiotr SkargaWitold WielińskiWojciech WysockiAgnieszka Michalska/Katarzyna ŻakCzas trwania: 2 godziny z przerwą